Serbia • Czarnogóra • Chorwacja

Są podróże, które zaczynają się od dokładnie rozpisanej trasy. I są takie, w których najważniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy punktami na mapie.

Bałkany 2026 były właśnie taką drogą. Setki zakrętów, góry Durmitoru, kanion Tary, wybrzeże Adriatyku i ludzie spotkani gdzieś po drodze. Kilka krajów i tysiące kilometrów, po których zostało znacznie więcej niż tylko zdjęcia.

Trasa wyprawy

Katowice → Belgrad → Osijek → Žabljak → Budva → Zagrzeb → Katowice

Kilka dni w drodze i trasa prowadząca przez zupełnie różne krajobrazy. Od długich przelotów przez Serbię i Chorwację po górskie drogi Czarnogóry, Durmitor i wybrzeże Adriatyku. Plan wyznaczał kierunek, ale jak zwykle najciekawsze okazywało się to, co pojawiało się pomiędzy kolejnymi punktami na mapie.

Zaczęło się od drogi na południe

Pierwsze kilometry nie miały jeszcze nic wspólnego z górskimi przełęczami i widokami, dla których później co chwilę zatrzymywałem motocykl. Była po prostu droga na południe. Długa, momentami monotonna i z każdym kilometrem coraz bardziej oddalająca codzienność.

Pierwszym większym przystankiem był Belgrad. Miasto trochę surowe, trochę chaotyczne i zupełnie inne od miejsc, które miały pojawić się później. Na Bałkanach właśnie to lubię — wystarczy kilkaset kilometrów, żeby krajobraz, atmosfera i ludzie zmienili się niemal całkowicie.

Ale prawdziwa część tej podróży miała zacząć się dopiero dalej. W Czarnogórze.

Durmitor. Droga dla, której warto tu przyjechać

Im bliżej Žabljaka, tym bardziej zmieniał się charakter tej podróży. Proste odcinki ustępowały miejsca zakrętom, a przed motocyklem coraz częściej zamiast kolejnego miasta pojawiały się góry.

Durmitor był jednym z tych miejsc, dla których jedzie się setki kilometrów. Nie po to, żeby postawić kolejny punkt na mapie, ale dla samej drogi. Wąskiej, krętej, prowadzącej pomiędzy skalnymi ścianami, zielonymi dolinami i przestrzenią, przy której człowiek automatycznie zwalnia.

Tutaj nie chciało się dojeżdżać do celu. Chciało się po prostu jechać.

Kanion Tary. Chwila żeby się zatrzymać

Z gór na Adriatyk

Jeszcze chwilę wcześniej były góry, chłodniejsze powietrze i kręte drogi Durmitoru. Kilka godzin później krajobraz zaczął się zmieniać, a przed motocyklem pojawił się Adriatyk.

Budva była zupełnie inną Czarnogórą. Więcej ludzi, więcej ruchu, upał i morze. Po kilometrach spędzonych w górach ten kontrast był ogromny — ale właśnie takie zmiany sprawiają, że Bałkany tak dobrze poznaje się z motocykla.

Jednego dnia można przeciskać się przez górskie drogi, zatrzymywać nad kanionem, a kilka godzin później siedzieć nad Adriatykiem i patrzeć na zachodzące słońce.

I wtedy dociera do człowieka, jak wiele może zmieścić się w jednym dniu podróży.

Cordis Adventure

Jedziemy z sercem